Cześć i czołem!
Ostatnio czuję w sobie głód poznawania
nowych smaków, nowych potraw, niekoniecznie jakichś wykwintnych, tylko takich
znanych wszystkim, a mnie nie. Będąc na co tygodniowych zakupach w Biedrze,
postanowiłyśmy z mamą upolować zachwalaną Lasagne, mimo ewidentnej niechęci do
dań gotowych. Co z tego wyszło?
Wspomniana Lasagne wygląda tak:
testujemyjedzenie.pl
Z tego, co wygooglowałam, opakowanie ewoluowało, ale myślę,
że na razie zatrzymało się na najbardziej korzystnym wzorze. Na opakowaniu
widnieje napis „bez konserwantów” i rzeczywiście za wiele ich nie ma.
Na zamieszczanych zdjęciach opakowania gdzieś w Internecie zdziwił
mnie napis „Może zawierać jaja, rybę, soję”- z jakiej paki w lazanii z
mięsem WIEPRZOWYM ryba? Ryba, której nie
cierpię. No ale mniejsza.
Tak sobie lasagne wygląda w piekarniku.
Według producenta,
można też ją przygotować w mikrofali, ale jakoś to do mnie nie przemawia,
zwłaszcza, kiedy sobie przypomnę mrożone ziemniaki ze skórką po parominutowym zetknięciu
z mikrofalą- ohyda. Więc piekarnik. Zgodnie
z nalepką, trzymamy danie 25 minut i po tym czasie wyjmujemy. Od razu
mówię (piszę), że jest to jak najbardziej odpowiedni czas. Lazanka po
wyciągnięciu z piekarnika wygląda tak:
A moja porcja wyglądała tak:
Jakie wrażenia? Nie żebym przepadała za zajadaniem się
mięsem ze świnki, ale tego mięcha w ogóle nie było czuć. Dla kogoś, kto lubi
wieprzowinę był to wielki zawód. Ale nie dla mnie ^^. Było bardzo czuć sos
beszamelowy, jednak dodałabym jeszcze jakieś ostrzejsze przyprawy,
jakiekolwiek. Jak widać albo raczej nie
widać ( xD), układ warstw porcji nie jest taki jak na opakowaniu, ale to na
pewno kwestia ułożenia i doświadczenia w kuchni, którego nie posiadam za grosz!
Suma sumarum, takie
jedno opakowanie lazanii z Biedry może skłonić do poważnych przemyśleń na temat
jedzenia na szybko oraz jedzenia w ogóle.
Gotowe dania obiadowe proponowane nam w marketach to wygoda
i lenistwo. Dlaczego lenistwo? Kupujesz sobie w Biedronce gotowe panierowane
filety z kurczaka. Zrywasz folię. Rozgrzewasz olej na patelni. Kładziesz filety
i je wysmażasz w takim stopniu, jak lubisz. Wszystko to można zrobić
praktycznie nie ruszając się znad płyty kuchennej. A co by było, gdybyś sam
przyrządzał danie? Przywiózłbyś ze sklepu pierś z kurczaka/ filety. Żeby je
wysmażyć, trzeba by je było utłuc. W tym celu przeszukujesz caaaaałą kuchnię w
pogoni za tłuczkiem, foliówką i deską (każde w innym miejscu). W końcu ubijasz
i wrzucasz na patelnię. Wniosek? Przy własnoręcznym przyrządzaniu produktu mamy
szansę zrzucić kilka kalorii! Oczywiście opcja dla ludzi, którzy mają czas i
nie są zalatani (jak większość społeczeństwa pracującego).
Nie ma sytuacji bez wyjścia! Przedstawiam Wam oto wyjście mojej Mamy ;)
Gesslerowa na pewno by się do tego przyczepiła, ale ja się nie sprzeciwiam.
Moja Mama jest „kobietą pracującą” ;) w tradycyjnym wymiarze godzin
(7.30-15.30), więc przyjeżdżając do domu chce zjeść obiad, obejrzeć „Wspaniałe
Stulecie”, odpocząć, posiedzieć na fejsie, wyjść na aerobik i zasnąć na „M jak Miłość”. Nie ma mowy o
jakimś w ogóle przyrządzaniu obiadu! Od tego jest weekend ( i kawałek wtorku).
W sobotę robi się kupę mięcha na cały tydzień (starcza na pół), w niedzielę
robi się zupę i drugą kupę mięcha (bardziej wyrafinowaną, gdyż jak wiadomo, „Niedziela-
dzień Cwela” i jeden Najwyższy wie, co mojej mamie strzeli do głowy) i ma się cały
tydzień z głowy! Jedynie we wtorek wypada zrobić nową zupkę, bo stara się
skończyła. Można? Można!
Więc generalnie Lasagne była dobra
(nie pyszna), nakarmiłaby trzech głodnych ludzi (chociaż znam przypadki, że
jeden osobnik skonsumował cały jeden kilogram przedstawionej wyżej potrawy-
pozderki świnko ;d) i za jakiś czas może znów się na nią skuszę. Powiecie, tak
się sprzeciwiała gotowym daniom, a chce się znowu skuszać- otóż teraz będę
próbować domowej lasagne, a nie produktu biedronkowego ;)





Jeszcze nie widziałam tego produktu o dziwo.Dobrze wiedzieć:)
OdpowiedzUsuńJa z Biedronki uwielbiam lasagne z szpinakiem i jakimś serem, ale ona chyba tylko z okazji gazetki była :( czarna rozpacz, to jedyne danie gotowe, które miałam chęć jeść :D
OdpowiedzUsuń