niedziela, 20 września 2015

Szałowa Lasagne Biedronkowa + przemyślenia o daniach express ;)

Cześć i czołem! 


Ostatnio czuję w sobie głód poznawania nowych smaków, nowych potraw, niekoniecznie jakichś wykwintnych, tylko takich znanych wszystkim, a mnie nie. Będąc na co tygodniowych zakupach w Biedrze, postanowiłyśmy z mamą upolować zachwalaną Lasagne, mimo ewidentnej niechęci do dań gotowych. Co z tego wyszło?


Wspomniana Lasagne wygląda tak:

testujemyjedzenie.pl

Z tego, co wygooglowałam, opakowanie ewoluowało, ale myślę, że na razie zatrzymało się na najbardziej korzystnym wzorze. Na opakowaniu widnieje napis „bez konserwantów” i rzeczywiście za wiele ich nie ma. 



Na zamieszczanych zdjęciach opakowania gdzieś w Internecie zdziwił mnie  napis „Może zawierać jaja, rybę, soję”- z jakiej paki w lazanii z mięsem WIEPRZOWYM  ryba? Ryba, której nie cierpię. No ale mniejsza. 

Tak sobie lasagne wygląda w piekarniku.



 Według producenta, można też ją przygotować w mikrofali, ale jakoś to do mnie nie przemawia, zwłaszcza, kiedy sobie przypomnę mrożone ziemniaki ze skórką po parominutowym zetknięciu z mikrofalą- ohyda. Więc piekarnik. Zgodnie  z nalepką, trzymamy danie 25 minut i po tym czasie wyjmujemy. Od razu mówię (piszę), że jest to jak najbardziej odpowiedni czas. Lazanka po wyciągnięciu z piekarnika wygląda tak:



A moja porcja wyglądała tak:



              Jakie wrażenia? Nie żebym przepadała za zajadaniem się mięsem ze świnki, ale tego mięcha w ogóle nie było czuć. Dla kogoś, kto lubi wieprzowinę był to wielki zawód. Ale nie dla mnie ^^. Było bardzo czuć sos beszamelowy, jednak dodałabym jeszcze jakieś ostrzejsze przyprawy, jakiekolwiek.  Jak widać albo raczej nie widać ( xD), układ warstw porcji nie jest taki jak na opakowaniu, ale to na pewno kwestia ułożenia i doświadczenia w kuchni, którego nie posiadam za grosz!

Suma sumarum,  takie jedno opakowanie lazanii z Biedry może skłonić do poważnych przemyśleń na temat jedzenia na szybko oraz jedzenia w ogóle.

              Gotowe dania obiadowe proponowane nam w marketach to wygoda i lenistwo. Dlaczego lenistwo? Kupujesz sobie w Biedronce gotowe panierowane filety z kurczaka. Zrywasz folię. Rozgrzewasz olej na patelni. Kładziesz filety i je wysmażasz w takim stopniu, jak lubisz. Wszystko to można zrobić praktycznie nie ruszając się znad płyty kuchennej. A co by było, gdybyś sam przyrządzał danie? Przywiózłbyś ze sklepu pierś z kurczaka/ filety. Żeby je wysmażyć, trzeba by je było utłuc. W tym celu przeszukujesz caaaaałą kuchnię w pogoni za tłuczkiem, foliówką i deską (każde w innym miejscu). W końcu ubijasz i wrzucasz na patelnię. Wniosek? Przy własnoręcznym przyrządzaniu produktu mamy szansę zrzucić kilka kalorii! Oczywiście opcja dla ludzi, którzy mają czas i nie są zalatani (jak większość społeczeństwa pracującego).
              Nie ma sytuacji bez wyjścia! Przedstawiam Wam oto wyjście mojej Mamy ;) Gesslerowa na pewno by się do tego przyczepiła, ale ja się nie sprzeciwiam. Moja Mama jest „kobietą pracującą” ;) w tradycyjnym wymiarze godzin (7.30-15.30), więc przyjeżdżając do domu chce zjeść obiad, obejrzeć „Wspaniałe Stulecie”, odpocząć, posiedzieć na fejsie, wyjść na aerobik i  zasnąć na „M jak Miłość”. Nie ma mowy o jakimś w ogóle przyrządzaniu obiadu! Od tego jest weekend ( i kawałek wtorku). W sobotę robi się kupę mięcha na cały tydzień (starcza na pół), w niedzielę robi się zupę i drugą kupę mięcha (bardziej wyrafinowaną, gdyż jak wiadomo, „Niedziela- dzień Cwela” i jeden Najwyższy wie, co mojej mamie strzeli do głowy) i ma się cały tydzień z głowy! Jedynie we wtorek wypada zrobić nową zupkę, bo stara się skończyła. Można? Można!


Więc generalnie Lasagne była dobra (nie pyszna), nakarmiłaby trzech głodnych ludzi (chociaż znam przypadki, że jeden osobnik skonsumował cały jeden kilogram przedstawionej wyżej potrawy- pozderki świnko ;d) i za jakiś czas może znów się na nią skuszę. Powiecie, tak się sprzeciwiała gotowym daniom, a chce się znowu skuszać- otóż teraz będę próbować domowej lasagne, a nie produktu biedronkowego ;)


No to szczałeczka!          

2 komentarze:

  1. Jeszcze nie widziałam tego produktu o dziwo.Dobrze wiedzieć:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja z Biedronki uwielbiam lasagne z szpinakiem i jakimś serem, ale ona chyba tylko z okazji gazetki była :( czarna rozpacz, to jedyne danie gotowe, które miałam chęć jeść :D

    OdpowiedzUsuń